6 rzeczy, które zaskoczyły mnie po operacji kolana.

Kto z powodu urazu lub operacji chociaż przez tydzień zmuszony był chodzić z pomocą dwóch kul ten wie, że nawet najprostsze rzeczy stają się w tym czasie nie lada wyzwaniem. Wiele aspektów zaskakuje, masa prostych czynności zaczyna być niewykonalna, a zaangażowanie w pomoc ludzi dookoła nas, choć miłe i często bezinteresowne, bywa krępujące i męczące psychicznie. I uwierz mi, nawet w przypadku planowanych zabiegów chirurgicznych, do których dobrze się przygotujesz kilka rzeczy zaskoczy Cię już w pierwszych dobach po operacji. Czy to źle? Ależ skąd. Z drugiej strony im szybciej dostosujesz się do nowych warunków bytu, tym łatwiej będzie się funkcjonowało i Tobie, i wszystkim dobrym ludziom wokół Ciebie.

Jako fizjoterapeuta na co dzień mam styczność z dużą ilością pacjentów pooperacyjnych. Spędzam z nimi naprawdę bardzo dużo czasu w trakcie rehabilitacji i często wypytuję o rzeczy, które sprawiają im w codziennym funkcjonowaniu największe problemy. Pomimo tego po operacji mojego kolana okazało się, że na kilka aspektów byłem kompletnie nieprzygotowany. Oto moja subiektywna lista 6 rzeczy, które najbardziej zaskoczyły mnie w trakcie przymusowego chodzenia o kulach.

Nawet na pozór niegroźne przedmioty leżące na podłodze stają się niebezpieczne podczas chodzenia o kulach.


1. Wszystko co leży na podłodze chce Cię zabić.

Dosłownie wszystko. Poczynając od śniegu przed wyjściem z bloku, plamie oleju w garażu, czy niestabilnej płytce na chodniku, a skończywszy na wycieraczce w przedpokoju, wodzie wylanej z psiej miski, dywanie w salonie i małym dywaniku w łazience. KAŻDA rzecz leżąca na podłodze jest Twoim potencjalnym wrogiem, o który możesz się potknąć lub na którym możesz się wyłożyć chodząc o dwóch kulach.

Zawsze dziwiłem się pacjentom, którzy przypadkiem zaraz po operacji zaliczyli glebę pod prysznicem lub poślizgnęli się na zmytej podłodze w supermarkecie z biedronką w logo. Przecież chodząc o kulach na wszystko zwracasz uwagę 7 razy bardziej i ciężko czegoś nie zauważyć. I co? No i okazuje się, że wcale nie jest ciężko, a upadek ze sztywną nogą zaraz po zabiegu naprawdę nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy na świecie. Niestety często wiąże się on również z kolejnym urazem i to nierzadko właśnie nogi operowanej. Dlatego ostrzegam: miejcie na uwadze, że wszystko co leży na podłodze to Wasz wróg i patrzcie pod nogi (kule?).


2. Wszystko co robisz trwa przynajmniej 3 razy dłużej, niż zwykle.

Wstawanie z łóżka, wzięcie prysznica po treningu, zakładanie spodni czy wychodzenie z domu. Wszystko, na co na co dzień nie zwracasz nawet grama uwagi okazuje się nie lada wyzwaniem po operacji. Nagle zauważasz, że Twój zakres ruchu kręgosłupa nie pozwala Ci np. na samodzielnie sięgnięcie do palców u nogi. W konsekwencji ubieranie skarpetek i butów wygląda jak start w Igrzyskach Olimpijskich w akrobatyce sportowej. Wijesz się jak wąż żeby w jakikolwiek sposób sięgnąć do pięty i nie zerwać mięśni z tyłu uda. Modlisz się żeby kręgosłup wytrzymał jeszcze 4 sekundy zanim złamie się w pół, a finalnie wołasz żonę lub psa żeby Ci pomogli. True life, zero ściemy jak na Instagramie. A to dopiero początek, bo jak już wciągniesz skarpetki to czekają Cię jeszcze dwie rundy tej nierównej walki, czyli spodnie i buty. Finalnie okazuje się, że jeśli do pracy zbierałaś/eś się w 15 minut teraz zajmuje Ci to jakieś 45, a przecież nawet nie musisz wychodzić z psem na poranny spacer. 

Co gorsza ubieranie się to jeszcze pikuś. Wszystkie inne czynności, które chcesz wykonać również zajmują horrendalnie dużo czasu. Finalnie okazuje się, że niby nic nie robisz i leżysz na kanapie przez większość dnia, a wszędzie się spóźniasz lub jesteś na styk. Teraz już wiem, dlaczego wielu z moich pacjentów zjawia się na rehabilitacji 10-15 minut po umówionym czasie…tylko w jaki sposób robią to Ci, którzy się nie spóźniają?!

Czas po operacji „ucieka” jak szalony. Bez dobrego planu dnia łatwo go zmarnować.


3. Niesamowicie łatwo marnuje się czas.

Tak. Oprócz niezaprzeczalnego faktu z punktu nr 1 to chyba zaskoczyło mnie najbardziej. Strata czasu na codzienne czynności to jedno, ale marnowanie go na popychanie głupot, scrollowanie social mediów, oglądanie Netfliksa i generalne zajmowanie się pierdołami to co innego. Możesz mi wierzyć, że jeśli porządnie nie zaplanujesz sobie dnia to zmarnujesz go na pewno. Nagle okazuje się, że godzina wcale nie ma 60 minut, a jakieś 20 i po krótkim surfowaniu po Zalando łapiesz się na tym, że od 3h nie wstałeś z kanapy. A przecież obiecałaś/eś sobie, że po operacji będziesz ćwiczyć minimum co dwie godziny. I żebym nie wyszedł na pracoholika – w pierwszym tygodniu po zabiegu jeszcze jestem w stanie to zrozumieć, ponieważ masz prawo, a nawet obowiązek odpocząć. Pamiętaj jednak, że nawet się nie obejrzysz, a 2 miesiące zlecą Ci jak 2 tygodnie i to, co miałaś/eś zaplanowane na ten czas nadal będzie leżeć w folderze „kiedyś to zrobię” (każdy ma taki na komputerze, prawda?).

Moja rada jest prosta. Skrupulatnie planuj dzień, każdego wieczora rozliczaj zrealizowane sprawy i odhaczaj jako wykonane. Po 3 dniach scrollowania niezrobione punkty zaczną się kumulować na tyle, że nie zmieszczą się w jednej dobie w Google Calendar i może zmotywuje Cię to do pracy. U mnie działa, więc mam nadzieję że to uniwersalna zasada. Aha…i nastaw budzik z przypomnieniem o treningu co dwie godziny. Jak zadzwoni to nie przełączaj go na tryb „przypomnij za 5 minut”, bo to nie sobotnia drzemka. Masz ćwiczyć!


4. Przejście 400 m o kulach jest prawie jak lot w kosmos.

Nawet najwięksi twardziele nie dadzą rady cały dzień skakać na jednej nodze (nie polecam), więc do życia po operacji potrzebują kul. Te cuda medycznej techniki pomimo lat nadal są tak samo beznadziejne i niewygodne jak były 15 lat temu. Wiem, bo 15 lat temu też chodziłem o kulach i też odpadały mi od tego ręce. I żeby była jasność – nie chodzi tutaj o brak siły, a o brak przyzwyczajenia dłoni do przenoszenia tak dużych obciążeń. Kule są po prostu niewygodne i wbijają się w dłonie, powodując strasznie nieprzyjemny ból przy każdym kroku. Niestety niewiele da się z tym zrobić, chociaż wprawieni w bojach pacjenci twierdzą, że po 2-3 tygodniach ręce się adaptują i przestają dawać dolegliwości. Nie zmienia to jednak faktu, że przez te 2-3 tygodnie przejście odległości kilkuset metrów o kulach to już naprawdę wyzwanie nawet dla wytrenowanych osób. Przy okazji radzę wziąć to pod uwagę parkując samochód pół kilometra od punktu docelowego typu Twój fizjoterapeuta lub przychodnia lekarska.

Czy jest na to jakakolwiek rada? W moim przypadku pomogły trochę rękawiczki do treningu siłowego z tego niebieskiego sklepu sportowego, który jest już prawie na każdym rogu. Mają dodatkowe „poduszki” na dłoniach i są trochę grubsze niż te rowerowe, więc lepiej amortyzują obciążenia. Sam rodzaj kul również ma duże znaczenie, więc osobiście polecam te „made in France” z miękkimi zabezpieczeniami na rączkach. Francuzi może samochodów robić nie potrafią, ale kule tworzą całkiem spoko.

Brak możliwości swobodnego poruszania się powoduje, że trening staje się przyjemnością, a nie złem koniecznym.


5. Ćwiczenia, których nie lubiłeś zaczynają sprawiać Ci przyjemność.

Nie wiem, czy to zasada uniwersalna, ale mnie bardzo powyższy fakt zaskoczył. Nigdy nie szalałem za treningiem na siłowni, ale jak się robi 450 kroków dziennie zamiast 10 000 to praktycznie każdy rodzaj aktywności jaki możesz wykonywać sprawia, że czujesz się lepiej. Nie oszukujmy się, po zabiegu masz bardzo dużo czasu na ćwiczenia i myślę, że regularność ich wykonywania ma to ogromne znaczenie. Po kilku dniach leżenia plackiem nawet zwykła, prosta automobilizacja kręgosłupa sprawi, że poczujesz się jak człowiek guma. Jeśli w miarę możliwości dodasz do tego kilka innych ćwiczeń z hantlami lub sztangą, przypomnisz sobie, że po operacji już 3 tygodnie nie pijesz żadnego alkoholu i nie palisz papierosów (dlaczego nie warto opisałem w TYM POŚCIE) to po godzinnym treningu czujesz się już przynajmniej 7 lat młodszy. 

W tym przypadku również mam dla Ciebie radę. Wykorzystaj czas rekonwalescencji na zmianę swoich codziennych nawyków na lepsze. Zamiast 6 kaw dziennie wypij jedną i nawadniaj się tym, czym powinnaś/powinieneś, czyli wodą. Rzuć fajki, bo tylko Ci szkodzą, a w weekend zrób sobie herbatę lub sok zamiast wina do filmu. I nie twierdzę tutaj, że masz „wyjść ze strefy komfortu i stać się lepszą wersją siebie”, ale te 4-6 tygodni to naprawdę fajny czas na wypracowanie nowych nawyków i poprawienie swojej formy choć odrobinę. Ćwiczenia i tak musisz robić, więc zrób z tego pożytek na stałe i niech wejdą Ci w krew na zawsze.


6. Prehab ma ogromne znaczenie po zabiegu.

To niezaprzeczalny fakt potwierdzony badaniami naukowymi i spostrzeżeniami własnymi. Jeśli zabieg operacyjny, który masz do „przejścia” jest planowany na kilka tygodni do przodu to poświęć ten czas na pracę nad własną formą. Wybierz się do fizjoterapeuty lub trenera, rozplanuj trening na minimum 6 tygodni i realizuj go już przed operacją. Muszę przyznać z doświadczenia, że dobrze zrealizowany plan pre-op w moim przypadku zrobił ogromną różnicę po wyjściu ze szpitala. Zdrowa noga od początku zachowywała się pewnie i miała więcej siły, co bezpośrednio przełożyło się na moją sprawność w warunkach domowych. Mięśnie operowanej nogi były aktywne od pierwszej doby, więc mogłem w pełni wykonywać wszystkie ćwiczenia zaplanowane na pierwszą fazę pooperacyjną. Dzięki temu kolano bolało mniej, a obrzęk schodził szybciej. Same plusy, zero minusów. 

Jeśli te niezaprzeczalne fakty jeszcze Cię nie przekonały do „przerobienia” skrupulatnie fazy przedoperacyjnej to dodam, że nie tylko noga zachowuje się dzięki temu lepiej. Łatwiej chodzi się o kulach, a co za tym idzie trudniej się przewrócić. Jak już ustaliliśmy w pierwszym punkcie o potknięcie lub poślizgnięcie nie trzeba się wiele starać, więc może to być dla Ciebie naprawdę wielki plus. Dlatego jeśli masz tyle szczęścia w nieszczęściu, że możesz odwlec wykonanie zabiegu operacyjnego o minimum 6 tygodni to nie zmarnuj tej szansy od losu. Konsultuj się ze specjalistą i działaj z ćwiczeniami od razu!


Podsumowanie.

Każda operacja niesie za sobą jakieś obawy. Strach przed narkozą, niepełnosprawnością, powikłaniami i tym, jak to będzie po zabiegu. Są to rzeczy naturalne i jeśli ktoś twierdzi, że tak nie ma to winszuję, ale nie do końca wierzę. W mojej ocenie im lepiej przygotujesz się do okresu pooperacyjnego już przed wizytą w szpitalu, tym mniej rzeczy naprawdę Cię zaskoczy. Łatwiej będzie Ci również przetrwać początkowy, najtrudniejszy okres bólu i chodzenia o kulach. Z własnego doświadczenia polecam potraktować to jako wyzwanie, nie jako koniec świata i życiową tragedię. Pamiętaj, że Twoje podejście do problemu i psychika również na ogromny wpływ na gojenie i postępy rehabilitacji. Powodzenia! 🙂

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marta
Marta
19 stycznia 2023 20:17

Świetny artykuł 👍🏻

aula
aula
22 stycznia 2023 16:19

Gratuluje podjęcia decyzji odnośnie operacji. Ja w tym momencie, też jestem po operacji ACL i łękotka i paradoksalnie nie przejmuje się tym kolanem a kręgosłupem, który bardzo mi doskwierał przez… Czytaj więcej »

Andrzej
Andrzej
22 stycznia 2023 20:53

Super artykuł, szczególnie z perspektywy osoby przygotowującej się do podobnego zabiegu 🙂 można liczyć na podobny post ale właśnie od drugiej czyt. z takimi mniej oczywistymi rzeczami które warto zrobić… Czytaj więcej »

Last edited 4 dni temu by Andrzej
6
0
Would love your thoughts, please comment.x