„Stomatologizacja” fizjoterapii, czyli jak upada rehabilitacja na NFZ.

Fizjoterapia w Polsce w ostatnich latach przeżywa absolutny boom. Nie zatrzymał go nawet długi okres pandemii, po którym ilośc pacjentów z problemami układu mięśniowo-szkieletowego w gabinetach i klinikach bije na alarm. Poprawa statusu materialnego Polaków, a także wzrastający poziom wykorzystywania technologii w naszym życiu wiąże się z większą świadomością dbania o zdrowie, a to w konsekwencji niejako wymusza częstsze korzystanie z usług terapeutów.

Jak w tym wszystkim radzi sobie państwowa ochrona zdrowia? Dlaczego my, fizjoterapeuci (w przeciwieństwie do pacjentów) coraz bardziej korzystamy na funkcjonowaniu patologicznego tworu zwanego NFZ? Co oznacza stwierdzenie „stomatologizacja” i dlaczego tak bardzo aktualnie dotyczy fizjoterapii? O tym wszystkim przeczytasz w poniższym tekście.

NFZ. Czy to w ogóle ma sens?

U statystycznego Polaka słyszącego „NFZ” ciśnienie momentalnie rośnie do groźnego dla zdrowia poziomu i to zdecydowanie nie z powodu tego, że widzi przed oczami fascynujące wspomnienia. Dzieje się to dlatego, że jego wnerwienie, a czasami strach i mrożące krew w żyłach doświadczenia z państwową ochroną zdrowia przyspieszają jego tętno do poziomu zawodnika kończącego triathlon na dystansie IRONMAN.

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż Narodowy Fundusz Zdrowia, który co roku pochłania kolosalną część naszych podatków nie spełnia już powoli praktycznie żadnego z celów, do których został stworzony. Braki kadrowe w szpitalach, niedofinansowane oddziały z przestarzałym sprzętem i niedostateczną ilością łóżek, czy gigantyczne kolejki do lekarzy specjalistów, a nawet lekarzy pierwszego kontaktu to chleb powszedni każdego Polaka zmuszonego do korzystania z państwowej ochrony zdrowia.

Jak w tym wszystkim prezentuje się fizjoterapia? A no leży na łopatkach i błaga o litość. Pomimo naprawdę dużej pracy wkładanej przez Krajową Izbę Fizjoterapii w poprawę stanu państwowej rehabilitacji (tej „na NFZ”) powiedzmy sobie szczerze: jest BARDZO źle. Pomijając niekiedy półtoraroczne kolejki na terapię, polska fizjoterapia „przepala” większość przeznaczonych na nią pieniędzy na bezsensowne zabiegi mające stwarzać imitację odbytej rehabilitacji dla osób totalnie nieświadomych swojej choroby. Lasery, prądy, wirówki, pola magnetyczne i wszystkie inne bzdury, którymi „leczy” się społeczeństwo za pieniądze podatników to tylko mydlenie oczu pacjentom i stwarzanie pozorów pomocy, co w konsekwencji o dziwo niektórym z nich nawet pomaga poprzez wykorzystanie efektu placebo. 

Jeśli ktoś jeszcze ma wątpliwości co do mojej opinii o większości zabiegów fizykoterapeutycznych to pozwolę sobie wyjaśnić bardziej dosadnie: tak, uważam że dokładnie tak samo skuteczne co leżenie w polu magnetycznym przez 30 minut może być stanie tyłem do telewizora i rozwiązywanie krzyżówek lub siedzenie na macie z kolcami (albo bez nich) i głębokie oddychanie. Jeśli wystarczająca liczba „mądrych” specjalistów powie, że pomaga to przecież musi pomóc.

Czy są jakiekolwiek plusy w patologii?

Skoro znamy już realia polskiej fizjoterapii sponsorowanej przez NFZ to poszukajmy w tym wszystkim jakichkolwiek plusów, a jest ich kilka. Po pierwsze brak możliwości skorzystania z „darmowej” (nie ma nic za darmo, wszyscy za to płacimy) rehabilitacji wymusza przesunięcie ciężaru leczenia pacjentów do prywatnego sektora ochrony zdrowia. Tu sytuacja wygląda juz dużo lepiej, ponieważ w mojej ocenie poziom prywatnej fizjoterapii w Polsce jest jednym z najlepszych w Europie. Coraz większa ilość osób korzysta z odpłatnej rehabilitacji, co pośrednio zmusza terapeutów do stałego podnoszenia swoich kwalifikacji, ciągłego doszkalania się i śledzenia najnowszych doniesień naukowych w „walce” o pacjenta na rynku zdrowotnym. Dzięki patologicznej niewydolności rehabilitacji na NFZ fizjoterapia prywatna zyskuje coraz większą popularność i dofinansowanie zewnętrzne, a co za tym idzie jej jakość stale wzrasta.

Paradoksalnie sama organizacja naszej ochrony zdrowia i minimalny udział prywatnych firm ubezpieczeniowych w leczeniu pacjentów również ma tu swój udział. Polacy zmuszeni do opłacania składek ZUS na razie dość niechętnie korzystają z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych (częściej dostają je jako pracowniczy bonus). W razie wypadku nadal wolą pokrywać koszta leczenia z własnej kieszeni, niż „szarpać się” z często nieuczciwym unikaniem zwracania kosztów medycznych przez prywatne firmy ubezpieczeniowe. 

Obserwując sąsiadów zza zachodniej granicy i duży udział takich firm w leczeniu pacjentów również można zauważyć trend obniżania jakości świadczeń, za które pacjent nie płaci bezpośrednio, a jedynie pośrednio z własnego portfela. Śmiem twierdzić, iż niemiecka, francuska, czy włoska fizjoterapia opanowana przez niezwiązane z państwowym budżetem ubezpieczenia z zazdrością spogląda na polską prywatną rehabilitację, która w większości naprawdę nie ma się czego wstydzić i jakością nierzadko bije ją na łeb, na szyję.

Co z tą „stomatologizacją”?

Fizjoterapia nie jest pierwszą dziedziną medycyny, w którym opisany powyżej trend niewydolności zabiegów sponsorowanych przez NFZ i przeniesienie ciężaru leczenia pacjenta do sektora prywatnego ma miejsce. Spoglądając kilkanaście lat wstecz np. na usługi stomatologiczne zauważymy dokładnie tą samą zależność. Któż z nas, pacjentów korzysta aktualnie z usług stomatologicznych, za które płaci państwo niech pierwszy rzuci kamień. Jeśli nawet jakimś cudem mamy możliwość skorzystania z dofinansowania zabiegów stomatologicznych na NFZ to okazuje się, że a to plomba dużo gorsza, a to bez znieczulenia lub tylko jeden z ośmiu zębów na jednorazowej wizycie da się „załatać”, bo lekarz nie ma finansowania na resztę za jednym razem. Podsumowując temat korzystać oczywiście można, tylko po co skoro jej jakość również znacznie odbiega od standardów leczenia w XXI wieku w kraju, który sam uznaje siebie za wysoko rozwinięty?

Sektor prywatnych usług w stomatologii prawie całkowicie opanował rynek pacjenta i taki sam trend można zauważyć patrząc na polską fizjoterapię. Myślę, że nieuniknionym staje się wykorzystanie prywatnych zabiegów i sesji rehabilitacyjnych, które w konsekwencji lepszej jakości są w stanie oszczędzić cenny czas, a niekiedy nieodwracalną niepełnosprawność wielu pacjentów. Polacy na zdrowiu nie oszczędzają i nasz rząd (te poprzednie też) doskonale o tym wie.

Jak wygląda najbliższa przyszłość dla pacjenta?

Cóż…aktualne czasy i galopująca inflacja niestety nie wygląda dla pacjenta kolorowo. Większość klinik i przychodni fizjoterapeutycznych już podniosła ceny w stosunku do poprzedniego roku, a można się spodziewać, że to jeszcze nie koniec.

Warto pamiętać, iż ogromna część fizjoterapeutów (i nie tylko) pracujących w medycznych placówkach prywatnych to osoby, które nie działają na zasadzie umowy o pracę, a posiadające jednoosobowe działalności gospodarcze i współpracujące z firmami na zasadzie kontraktu. Patrząc w kilka miesięcy w przód i plany wprowadzenia od 2022 roku „nowego ładu” przez aktualny rząd RP możemy być pewni, że dużą różnicę spowodowaną planowaną podwyżką ZUS (nawet ok 1000 zł/działalność) dla małych firm terapeuci będą wyrównywać sobie podniesieniem cen za ich usługi. Rząd pokryje częściowo deficyt spowodowany rozdanymi przez ostatnie lata pieniędzmi, a w konsekwencji jak zawsze zapłaci za to każdy z nas, ponieważ taki stan rzeczy będzie dotyczyć nie tylko usług fizjoterapeutycznych. Ma być pięknie, a raczej wyjdzie jak zwykle.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Paula
Paula
13 września 2021 19:23

Panie Piotrze, o ile jeśli chodzi o ambulatoryjnych rehabilitację na NFZ to się z Panem zgodzę, bo ilość fizykoterapii przepisywanej przez lekarzy oraz samych fizjoterapeutów jest gigantyczna to fizjoterapia w… Czytaj więcej »

2
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x