Dlaczego poddałem się operacji łąkotki po 8 latach? (Cz.6)

Ten post jest kontynuacją wpisów dotyczących kontuzji łąkotki, którą doznałem podczas maratonu w 2014 roku. Jeśli nie czytałaś/eś wcześniejszych części tej opowieści to koniecznie nadrób TUTAJ („Kontuzja biegacza, głupota biegacza”). Jeśli nie interesuje Cię szczegółowy opis zdarzeń na przestrzeni lat to oczywiście kontynuuj poniżej i sprawdź, co skłoniło mnie do decyzji o operacji po prawie dekadzie od urazu. 

Czytając wcześniejsze posty w tym temacie moja decyzja o zabiegu może się wydawać dość zaskakująca, jednak muszę przyznać, że była w 100% przemyślana. Tak, jak wspominałem we wcześniejszych wpisach po urazie nie byłem w stanie w 100% wykorzystać możliwości lewego stawu kolanowego. Od lat nie biegałem już długodystansowo (za tym akurat zbytnio nie tęsknię), z rozsądku nie uprawiałem również sportów wymagających bardzo wielu zmian kierunków ruchu i rotacji stawu kolanowego. Unikałem pełnego zgięcia i dociągania pięty do pośladka, ponieważ w końcowym zakresie wyraźny przeskok z powodu podwichnięcia łąkotki był bardzo nieprzyjemny. I to wszystko byłoby jakoś do przeżycia, ale ograniczenie w aktywności z roku na rok było coraz większe. 

Cóż…po 8 latach od felernego Orlen Warsaw Marathon i długiej „walce” z fizjoterapią zachowawczą musiałem uznać wyższość fizjologii, biomechaniki i finalnie też chirurgii. Pod koniec 2022 roku wreszcie zdecydowałem się na zabieg operacyjny mojego lewego kolana. Co mnie do tego skłoniło i czy odwlekanie zabiegu przez tak długi okres było dobrą decyzją? Jak kolano zachowywało się finalnie przed operacją i jak zachowuje się aktualnie? Zapraszam na szósty, (jeden z ostatnich mam nadzieję) odcinków „dynastii” o pękniętej łąkotce. 

Operacja po 8 latach? Dlaczego?!

Na początku 2022 roku udało mi się pierwszy raz w życiu wskoczyć na deskę surfingową, ale tu również czułem ograniczenia. Przy upadkach z deski i przymusowych, znacznych ruchach rotacyjnych kolana w trakcie pływania miałem małe obawy. Kwestia słabego przygotowania do tak specyficznego sportu to jedno, ale lekki strach przed kontuzją i wyłączeniem z pracy na przynajmniej 2 miesiące to co innego. I to właśnie to drugie nie było niczym przyjemnym i trochę mnie martwiło. W tamtym czasie pierwszy raz pomyślałem, że może jednak warto byłoby chirurgicznie zabezpieczyć kolano przed poważniejszymi problemami ze strony łąkotki. 

W lutym 2022 roku zacząłem również pierwsze treningi tenisa i wydawało się, że w tym przypadku obejdzie się bez przebojów. Niestety po dobrych złego początkach okazało się, że przy większej dynamice (szybkie zmiany kierunku ruchu, szybsze bieganie) kolano ponownie się odezwało. Nie dość, że bolało to jeszcze ewidentnie po każdym treningu pojawiał się w nim obrzęk. Sił i samozaparcia wystarczyło mi na ok. 6 tygodni grania. Po tym czasie musiałem odstawić tenis, bo każda godzina na korcie wiązała się z 2 dniami przerwy z powodu dyskomfortu, a to nie prowadziło do niczego pozytywnego. Ani to zdrowe, ani sensowne, więc postanowiłem definitywnie coś z tym zrobić.

W moim przypadku niestety zabieg operacyjny łąkotki był nieunikniony. Na szczęście w nieszczęściu mogłem go zaplanować z dużym wyprzedzeniem.


Funkcja to jedno, a co ze strukturą?

Podszedłem do tematu jak na fizjoterapeutę przystało. Odpuściłem tenis, surfing w polskich warunkach na szczęście odpuścił się sam, a w wakacje postanowiłem zrobić kontrolny rezonans magnetyczny kolana na bardzo dokładnym sprzęcie ( MRI 3T). Wyniki nie były zaskakujące – „o dziwo” wyszła uszkodzona łąkotka przyśrodkowa :D. Niestety uszkodzenie było już większe niż w MRI z 2015 roku, a dodatkowo badanie wykazało wolne fragmenty łąkotki w tylnej części stawu kolanowego. Oznaczało to, że dobrze nie jest i raczej lepiej nie będzie. W skrócie pisząc słabo brzmiący wyrok prędzej lub później nieuniknionej operacji. 

Cóż z tego, że funkcjonalnie kolano sprawowało się naprawdę dobrze skoro w strukturze to już „sparciała” guma, która nie dość że się podwicha, to jeszcze niewiele amortyzuje? Myślę, że gdybym miał 78 lat mógłbym to olać, ale liczę na to, że przede mną przynajmniej 35 do 40 lat przyjemnego uprawiania aktywności fizycznej, więc chyba warto się tym zająć zanim będzie zbyt późno (jeśli już nie jest?).

Myślę, że w tym miejscu trzeba wspomnieć o fakcie, że ból nie jest jedynym objawem i wskazaniem, które powinno się brać pod uwagę w przypadku urazów ortopedycznych. Bardzo często okazuje się, że pojawiające się dolegliwości bólowe świadczą już o naprawdę zaawansowanych zmianach strukturalnych. Takiego stanu właśnie obawiałem się najbardziej, a jak wiemy profilaktyka jest często zdecydowanie lepsza niż leczenie, więc postanowiłem działać. 

Decyzja podjęta. Co dalej?

Znacie powiedzenie, że tylko spokój może nas uratować? To coś w nim jest, tym bardziej jeśli chodzi o przewlekłe kontuzje. Nie oszukujmy się, nie jest to operacja na otwartym sercu, więc skoro decyzja została podjęta to warto byłoby „na chłodno” zaplanować cały proces. Zdawałem sobie sprawę, że chodzę na kolanie w takim stanie już 8 lat, więc nie muszę wykonywać zabiegu w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Postanowiłem odezwać się do jednego z najlepszych specjalistów od kolan jakich znam, czyli do dr Łukasza Lipińskiego z Łodzi

Dr Lipiński potwierdził to, czego można było się spodziewać, czyli że warto zabezpieczyć łąkotkę przed dalszą degeneracją, zszyć co się da, a czego się nie da „wyczyścić” żeby nie robiło więcej bałaganu. Mam do Doktora pełne zaufanie, dlatego ustaliliśmy wstępny termin za około pół roku (grudzień 2022) żebym mógł poukładać swoje sprawy zawodowe, załatwić zastępstwa dla pacjentów i generalnie ogarnąć swoje życie przed operacją. Dodatkowo taki okres czasu to świetny moment na fazę „prerehab”, czyli fizyczne przygotowanie do planowanego zabiegu.

Uważam, że taki minimum sześciotygodniowy trening motoryczny jest absolutną koniecznością przed planowanymi interwencjami chirurgicznymi. Ja patrząc z perspektywy czasu właśnie dzięki fazie „prehab” po wyjściu ze szpitala funkcjonowałem naprawdę bardzo dobrze. Miałem wystarczającą ilość siły oraz aktywacji mięśniowej i motywację, żeby zacząć fizjoterapię praktycznie kilka godzin po operacji. Polecam każdemu kto ma taką możliwość, aby przed położeniem się „pod nóż” porządnie się do tego przygotował psychicznie i fizycznie. Zabierzcie się za to jak najszybciej, bo czas ucieka niemiłosiernie. Zanim się obejrzycie okaże się, że planowany pół roku wcześniej termin wypada w przyszłym tygodniu. 

Rehabilitację i trening po operacji kolana rozpocząłem już kilka godzin po zabiegu.


Operacja się udała – pacjent przeżył.

Po 6 tygodniach intensywnych przygotowań (głównie trening siłowy) 16 grudnia stawiłem się w szpitalu na oddziale chirurgii ortopedycznej. Dość krótki zabieg (ok 30 minut) i po sprawie…a tak naprawdę to w sumie dopiero początek, bo od tego momentu zaczęła się dopiero walka z fizjoterapią i przywróceniem sprawności operowanemu kolanu. W perspektywie 4 tygodnie całkowicie bez obciążania, kolejne 2 tygodnie z obciążaniem częściowym i po 6 tygodniach odstawiamy kule.

Aktualnie minęły 3 tygodnie od zabiegu i nie zapeszając wszystko idzie zgodnie z planem. Rehabilituję się intensywnie w domu, na sali fizjoterapeutycznej i na siłowni i trzymam się innych zaleceń dr Lipińskiego. Oczywiście jako fizjo korci mnie żeby trochę przyspieszyć cały proces, ale perspektywa jakichkolwiek powikłań szybko stawia mnie do pionu. Spokój…tylko spokój może nas uratować, prawda? 🙂 Z optymizmem patrzę w przód i mam nadzieję, że pisząc za jakiś czas już siódmą część tej sagi będę mógł spuentować ją zdaniem: „w końcu mam to z głowy”!

Podsumowanie z perspektywy czasu.

Czy żałuję, że 8 lat temu od razu po urazie nie zoperowałem łąkotki? Absolutnie nie. Myślę, że warto było spróbować leczenia zachowawczego i sprawdzić, czy się uda. Moje spojrzenie na różne kontuzje bardzo zmienia się z czasem i chyba musiałem po prostu dojść do konkretnych wniosków co do mojego własnego kolana. Uważam jednak, że to był ostatni sensowny moment żeby wykonać tego typu zabieg, ponieważ dalsza degeneracja łąkotki była praktycznie nieunikniona, a za jakiś czas pozostałaby już pewnie tylko możliwość usunięcia dużego fragmentu tej struktury, ponieważ szycie byłoby już niemożliwe. Czas pokaże, czy była to trafna decyzja i czy wrócę do sportów, których nie mogłem lub nie chciałem uprawiać ze względu na kontuzję. Szczerze wierzę, że tak właśnie będzie i na pewno przekonacie się o tym już wkrótce w kolejnym poście! A na razie…wracam na matę zrobić swoją codzienną dawkę ćwiczeń. 🙂

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Kuba
Kuba
10 stycznia 2023 09:19

Brawo Ty ! życzę dużo zdrówka i wytrwałości. Fajnie się to czyta z perspektywy tak cenionego w świecie fizjo osoby 😉 ja niestety podałem się całkowitemu wycięciu łąkotki przyśrodkowej 7… Czytaj więcej »

Jakub
Jakub
13 stycznia 2023 11:53

Hej Piotrek. Miałem podobną sytuację do twojej :-), zresztą komentowałem nawet twoje posty o twoim urazie kiedyś. U mnie to uraz na nartach 2017r. uszkodzenie łąkotki przyśrodkowej. Dopiero w 2022r.… Czytaj więcej »

Rafał
Rafał
18 stycznia 2023 15:17

Witam Panie Piotrze. Też miałem uraz kilka lat (2016) temu ACL + usunięcie łąkotki i wszystko było dobrze przez kilka lat. Rehabilitację skończyłem z bardzo dobrą kondycją kolana. Natomiast przestałem… Czytaj więcej »

Rafał
Rafał
22 stycznia 2023 17:36
Reply to  Piotr

Już jestem umówiony z fizjo. Jeszcze mam pytanie czy to normalne, że powstał krwiak po takim czasie? Po urazie, operacji i pełnej rehabilitacji normalnie grałem w piłkę, siatkówkę itd potem… Czytaj więcej »

Magdalena
Magdalena
24 stycznia 2023 05:31

Też jestem po atroskopii kolana. Uszkodzona łąkotki boczna i przyśrodkowa. Po zabiegu miałam trzy razy ściągana wodę z kolana, dostalam zapalenia tkanek a potem jeszcze zastrzyk ze steryd. To wszystko… Czytaj więcej »

10
0
Would love your thoughts, please comment.x