Nie bój się zmian.

Nie bój się zmian.

One i tak nieuchronnie nadejdą i tylko od Ciebie zależy, czy będą na lepsze.

 

Rozpoczynam pisanie tego posta siedząc w jednej z restauracji mojego ulubionego fast food’a z dużym „M” przed wejściem. Miejsce nie przypadkowe, bo z widokiem na Pałac Kultury i ścisłe centrum Warszawy.

Siedzę i myślę, że chyba to jest właśnie moje miejsce. W stolicy spędziłem 2 lata studiów magisterskich, po których szaleńczo z dnia na dzień wyprowadziłem się z powrotem do mojego rodzinnego miasta za fajną ofertą pracy. Ta szansa była dla mnie, studenciaka, jak gwiazdka z nieba zaraz po zdaniu magisterki. Znowu złapałem Pana Boga za nogi i praca sama mnie znalazła. Wtedy nic lepszego nie mogło mi się przytrafić.

 

Bierz sprawy w swoje ręce.

 

Pamiętam jak dziś moją pierwszą poważną zawodową decyzję: przejście na własną działalność i praca na kontrakcie.

Zawsze starałem się być niezależny, mieć własne zdanie i stawiać warunki. Dla takich jak ja praca na zasadach kontraktu to zbawienie. Nie muszę się dostosowywać do etatowych godzin i sam ustalam terminy, w których przyjmuję pacjentów.

Od początku jednak postawiłem sobie swoje własne, wewnętrzne warunki: nie marnuję czasu na głupoty, staram się regularnie rozwijać i dokształcać, nie pracuję mniej niż 8h jeśli jest taka okazja. Inaczej moje lenistwo pokonałoby mnie w 2 tygodnie. Pracowałbym po 4 godziny i resztę czasu marnotrawiłbym przerzucając tony stron i portali internetowych, z których nic nie wynika. Nie radzę nikomu przyzwyczajać się do wygodnego stylu życia, chyba że ma pewność, że będzie tak żyć już zawsze.

 

Starogard Gdański.

 

W Starogardzie spędziłem 2,5 roku po studiach. Był to czas masakrycznej ilości pracy i wstępnego kształtowania siebie jako fizjoterapeuty. Byłem wtedy w dość komfortowym momencie mojego życia, nie miałem większych zobowiązań i większość czasu mogłem poświęcić na pracę, którą lubiłem.

Niby wszystko układało się świetnie, po półtora roku dostałem szansę prowadzenia dużego zespołu fizjoterapeutów i decydujący głos jeśli chodzi o rehabilitację w ówczesnej firmie. Wydawałoby się, że to naprawdę rewelacyjny start, ale…brakowało mi w tym wszystkim pasji i zaangażowania. Fajna ekipa fizjoterapeutów, fajna firma, ale motywację do działania i chęć rozwoju w tym, co robi się na co dzień widać było naprawdę sporadycznie.

Niestety zauważyłem, że po długim czasie zaczęło się to udzielać również mi. Wydaje mi się, że nie da się tego uniknąć. Jacy niezależni i odporni byśmy nie byli to nasze otoczenie ma na nas ogromny wpływ. Czy to dom, czy znajomi, czy praca, w której spędzamy codziennie 8 i więcej godzin. Jedyne co możesz zrobić w takim przypadku to samemu zacząć działać.

 

Strefa komfortu.

 

Ze względów rodzinnych na mojej drodze pojawiła się okazja powrotu do Warszawy. Niby kusząca propozycja, ale moja strefa komfortu czyli stała, może nie szalenie rozwojowa, ale dobra praca przytrzymywała mnie w rodzinnym mieście jak magnes.

Człowiek zdaje sobie sprawę, że lepiej dla niego byłoby iść do przodu, ale przyzwyczajenie i stabilizacja wyhamowuje w nim całą pewność kolejnych działań. U mnie pojawił się na szczęście bodziec w postaci mojej drugiej połowy, która wspierała mnie i utwierdzała w przekonaniu, że to co osiągnąłem w tamtym czasie to dopiero początek. Wam też życzę kogoś takiego, bo miała rację w 100 procentach, za co Jej tu właśnie dziękuję chyba po raz pierwszy.

 

Warszawa.

 

Zaryzykowałem. Było to jednak ryzyko dość kontrolowane i na pewno przemyślane. Zdążyłem zabezpieczyć się na wypadek początkowego zawodowego niewypału, ale na szczęście nie było to konieczne. Może to los, może to wcześniejsze inwestycje we własny rozwój, ale dość szybko udało mi się dostać pracę w stolicy.

Trafiłem do wspaniałej, nabierającej dopiero rozpędu Kliniki Lekmed, w której pracuje grupa fizjoterapeutycznych i medycznych zapaleńców. Od razu poczułem się jak u siebie. To niesamowite, ale wydawałoby się dość irracjonalna dla mnie wtedy decyzja o zmianie dobrej posady okazała się jedną z najlepszych w moim życiu.

Kopniak energii do działania jaki człowiek dostaje trafiając na „swoich” jest jedną z najfajniejszych rzeczy w karierze zawodowej i przekłada się na każdy aspekt w jego życiu. Musze napisać szczerze, że przyszło mi pracować w zacnym gronie, od którego przez 7 miesięcy nauczyłem się więcej niż przez 3 lata od zakończenia studiów. Mam nadzieję, że to przeczytacie. Dzięki Wam za to!

 

Ten post napisałem, ponieważ nigdy nie wierzyłem w złą karmę. Każdy z nas ma swoje jedno życie i jedną karierę, więc nie marnujmy jej na pracę w miejscu, które nie daje nam motywacji do działania. Wyjdźmy ze strefy komfortu i zaryzykujmy trochę, inaczej za 10 lat powiemy, że jednak można było lepiej.

Udostępnij:
Share on Facebook
Facebook

Napisz komentarz

PARTNERZY